
"Co się tyczy ciał astralnych"
Agnieszka Brzeżańska, Ewa Ciepielewska, Bożena Grzyb-Jarodzka, Konstanty Laszczka, Olga Mokrzycka, Małgorzata Mycek, Karol Radziszewski

Współczesne życie to życie na jawie. Przyświeca mu światło rozumu, przejrzystość procedur i zdolność racjonalnego planowania. Jawa ma diagnozy lekarskie, przepisy prawa, formularze, statystyki i przejścia na zielonym świetle. Rzeczy mają swoje przyczyny i nic nie dzieje się przez przypadek. A jednak towarzyszy nam tęsknota... tęsknota za snem. I lęk, że może coś umyka. Człowiek sprawdza wyniki badań laboratoryjnych, a następnie odpukuje w niemalowane drewno. Planuje swoją karierę według racjonalnych procedur, lecz przed podjęciem decyzji ufa przeczuciu, rozkłada karty albo zagląda do horoskopu. W piwnicy boi się ducha.
Korzysta z technologii satelitarnej, aby sprawdzić położenie planet w chwili swoich narodzin. A nocą... nocą odkłada ciało do łóżka by przenieść się do rzeczywistości cudownie nieracjonalnej, w której słyszy napomnienia zmarłej babci, goni niemożliwe zwierzęta, nie może zacisnąć ręki na rękojeści miecza.
Być może nie jesteśmy stworzeni wyłącznie do jawy? Może potrzebujemy czarnego kota? Może czujemy się pewniej, gdy na strychu snuje się duch? Może dwa plus dwa nie zawsze musi być tyle samo? Może lepiej rozumiemy świat, gdy na jawę nałoży nam się senny powidok? Czy to nie w tej transpozycji żyje sens?
Nie tak dawno przecież magia, religijność i fantastyczne wyobrażenia tworzyły spójny model świata, odpowiadający na pytania, których nie rozstrzygało codzienne
doświadczenie. Obrazy, legendy i przesądy nie były tylko dekoracją rzeczywistości, a nadawały sens codzienności, która bez nich jawiła się jako racjonalne wkoło Macieju. „Nieracjonalność” nigdy nie była nieracjonalna. Zrobiła się nam taka ostatnio.
Wystawa „Co się tyczy ciał astralnych” pokazuje, że racjonalność nigdy nie zajęła całego pola ludzkiego doświadczenia. Pod jej powierzchnią nadal działają dawne wyobrażenia, praktyki uzdrawiania, relacje z przodkami, astrologiczne mapy oraz figury ludzi-zwierząt.
Muchomory Bożeny Grzyb-Jarodzkiej są jednocześnie roślinno-grzybowymi portretami, ornamentami i obiektami możliwej przemiany świadomości. W Autoportrecie postać artystki zostaje zastąpiona przez hybrydę kobiety, grzyba i ośmiornicy, umieszczoną na tle ciągu cyfr. Tożsamość nie jest tutaj jednolitym ludzkim „ja”, lecz chwilową konfiguracją organizmów, znaków i form. Muchomor może być obiektem botanicznym, trucizną, lekarstwem, halucynogenem i przewodnikiem do innego świata. Przejście od klasyfikacji przyrodniczej do mitu dokonuje się niemal niezauważalnie.
U Ewy Ciepielewskiej zwierzęta nie stanowią biernej części pejzażu. Patrzą, śnią i promieniują własną obecnością. :Porzeczkooki", "RastaRyś" czy "Życie jest snem... lamparta" nie są ilustracjami natury, lecz uczestnikami rzeczywistości rozszerzonej. Ich oczy działają jak osobne źródła widzenia, a barwna aura oddziela je od zwyczajnego porządku zoologii. Ciepielewska pokazuje świat, w którym zwierzę śni dla nas sny, które utrzymują nas przy życiu.
Ceramiczne figury Konstantego Laszczki: "Królewna Żmija", "Złote jabłka", "Tęskna dusza" - przypominają, że hybrydyczny świat wyobraźni jest treścią kultury. Zwierzęta Laszczki znajdują się między baśnią, demonologią, ornamentem i rzeźbiarskim studium natury. Królewna Żmija jest jednocześnie kobietą, wężem i postacią heraldyczną. Jej ciało nie poddaje się jednoznacznemu rozpoznaniu, tak jak istoty z opowieści ludowych, które mogły zmieniać postać, przekraczać granicę pomiędzy człowiekiem i zwierzęciem oraz przenosić wiadomości z innego porządku.
Podobna niestabilność pojawia się w pracach Małgorzaty Mycek. Rogaty "Ogrodnik w tujowej fortecy" to jedna z wielu istot fantastycznych umieszczonych w przestrzeni prowincji: pola, ogrodu i podmiejskiego żywopłotu. To nie są zjawy z odległej mitologii, lecz mieszkańcy świata bliskiego i codziennego. Wampir powstaje z grobu pośród roślin i zwierząt, czarownica niesie naręcze ziół, a widmo trzyma kury jak domowe duchy pomocnicze. Czy któraś z tych postaci mogłaby dostać mandat za złe parkowanie?
W twórczości Agnieszki Brzeżańskiej granica między obrazem a narzędziem rytualnym zostaje świadomie zatarta. Jej astrologiczne portrety Georgii O'Keeffe, Emmy Kunz i Emily Carr nie powstały na podstawie wyglądu modelek, lecz ich kosmogramów. Portret nie przedstawia więc twarzy, ale układ planet w chwili narodzin — kosmiczny zapis jednostki, w którym biografia zostaje powiązana z ruchem ciał niebieskich. Formy przypominają zarazem diagramy uzdrawiające Emmy Kunz, systemy astronomiczne, organiczne wnętrza i mandale. Brzeżańska traktuje abstrakcję jako praktyczne narzędzie oddziaływania. Jej sigile odwołują się do tradycji znaków, w których zakodowana treść ma działać właśnie wtedy, gdy przestaje być świadomie odczytywana. Przedmiot artystyczny, taki jak portret astrologiczny czy zionący aromatycznymi oparami "Smok" może się stać naczyniem,
talizmanem, aparatem uzdrawiającym albo pośrednikiem pomiędzy świadomością i tym, co zostało z niej wyparte.
"Koziorożec" Karola Radziszewskiego przywołuje postać, która wymyka się podziałom na ludzkie i zwierzęce, męskie i kobiece, współczesne i archaiczne. Rogata postać z obrazu artysty jest zarówno figurą queerową jak i mieszkańcem mitologii, której nie można zamknąć w jednej tradycji. U Radziszewskiego przeszłość nie jest martwym archiwum. Powraca jako fantazmat zdolny do ustanawiania innych genealogii i innych form podmiotowości. Cała sztuka sprzeciwia się odruchowi dookreślania.
"Syrena z twardą ręką" Olgi Mokrzyckiej wnosi natomiast język geometrii, konstrukcji i niemal technicznego rysunku. Jednak z uporządkowanych, białych brył wyłania się tytułowa syrena - istota należąca do mitu i miejskiej heraldyki. Racjonalna forma nie eliminuje fantastycznej treści. Przeciwnie, staje się dla niej aparatem materializacji. To jeden z najważniejszych gestów wystawy: sen nie zawsze wygląda jak mgła, chaos i rozpuszczenie kształtów. Może posługiwać się precyzją, symetrią i obliczeniem.
Nasza wystawa nie proponuje powrotu do świata sprzed nauki ani prostego rehabilitowania przesądów. Pyta raczej, co znika z naszego życia, kiedy uznajemy racjonalność za jego jedyny prawomocny sposób istnienia. Magia, astrologia i sen nie muszą być traktowane jako konkurencyjne teorie fizyczne. Mogą być sposobami przeżywania niepewności, żałoby, cielesności, więzi ze zwierzętami, roślinami i zmarłymi. Mogą też ujawniać potrzeby, dla których instytucjonalny język nowoczesności nie znajduje miejsca. Jawa i sen nie tworzą dwóch szczelnie oddzielonych światów. Sen pozostawia na jawie osad, a racjonalny porządek nieustannie produkuje własne fantazmaty. W procedurach działają lęki, w politycznych kalkulacjach - mity, w medycynie - zaklęcia, w technice - marzenia utopijne.
Wystawa „Co się tyczy ciał astralnych” pokazuje tę strefę przenikania: chwilę, w której patrzymy otwartymi oczami, a widzimy obrazy ze snu.
"Co się tyczy ciał astralnych"
Agnieszka Brzeżańska, Ewa Ciepielewska, Bożena Grzyb-Jarodzka, Konstanty Laszczka, Olga Mokrzycka, Małgorzata Mycek, Karol Radziszewski


Preview: 18.09.2025, 15:00 - 19:00
Warsaw Gallery Weekend:
piątek - niedziela, 19 - 20.09.2025, 11:00 - 19:00
Współczesne życie to życie na jawie. Przyświeca mu światło rozumu, przejrzystość procedur i zdolność racjonalnego planowania. Jawa ma diagnozy lekarskie, przepisy prawa, formularze, statystyki i przejścia na zielonym świetle. Rzeczy mają swoje przyczyny i nic nie dzieje się przez przypadek. A jednak towarzyszy nam tęsknota... tęsknota za snem. I lęk, że może coś umyka. Człowiek sprawdza wyniki badań laboratoryjnych, a następnie odpukuje w niemalowane drewno. Planuje swoją karierę według racjonalnych procedur, lecz przed podjęciem decyzji ufa przeczuciu, rozkłada karty albo zagląda do horoskopu. W piwnicy boi się ducha.
Korzysta z technologii satelitarnej, aby sprawdzić położenie planet w chwili swoich narodzin. A nocą... nocą odkłada ciało do łóżka by przenieść się do rzeczywistości cudownie nieracjonalnej, w której słyszy napomnienia zmarłej babci, goni niemożliwe zwierzęta, nie może zacisnąć ręki na rękojeści miecza.
Być może nie jesteśmy stworzeni wyłącznie do jawy? Może potrzebujemy czarnego kota? Może czujemy się pewniej, gdy na strychu snuje się duch? Może dwa plus dwa nie zawsze musi być tyle samo? Może lepiej rozumiemy świat, gdy na jawę nałoży nam się senny powidok? Czy to nie w tej transpozycji żyje sens?
Nie tak dawno przecież magia, religijność i fantastyczne wyobrażenia tworzyły spójny model świata, odpowiadający na pytania, których nie rozstrzygało codzienne
doświadczenie. Obrazy, legendy i przesądy nie były tylko dekoracją rzeczywistości, a nadawały sens codzienności, która bez nich jawiła się jako racjonalne wkoło Macieju. „Nieracjonalność” nigdy nie była nieracjonalna. Zrobiła się nam taka ostatnio.
Wystawa „Co się tyczy ciał astralnych” pokazuje, że racjonalność nigdy nie zajęła całego pola ludzkiego doświadczenia. Pod jej powierzchnią nadal działają dawne wyobrażenia, praktyki uzdrawiania, relacje z przodkami, astrologiczne mapy oraz figury ludzi-zwierząt.
Muchomory Bożeny Grzyb-Jarodzkiej są jednocześnie roślinno-grzybowymi portretami, ornamentami i obiektami możliwej przemiany świadomości. W Autoportrecie postać artystki zostaje zastąpiona przez hybrydę kobiety, grzyba i ośmiornicy, umieszczoną na tle ciągu cyfr. Tożsamość nie jest tutaj jednolitym ludzkim „ja”, lecz chwilową konfiguracją organizmów, znaków i form. Muchomor może być obiektem botanicznym, trucizną, lekarstwem, halucynogenem i przewodnikiem do innego świata. Przejście od klasyfikacji przyrodniczej do mitu dokonuje się niemal niezauważalnie.
U Ewy Ciepielewskiej zwierzęta nie stanowią biernej części pejzażu. Patrzą, śnią i promieniują własną obecnością. :Porzeczkooki", "RastaRyś" czy "Życie jest snem... lamparta" nie są ilustracjami natury, lecz uczestnikami rzeczywistości rozszerzonej. Ich oczy działają jak osobne źródła widzenia, a barwna aura oddziela je od zwyczajnego porządku zoologii. Ciepielewska pokazuje świat, w którym zwierzę śni dla nas sny, które utrzymują nas przy życiu.
Ceramiczne figury Konstantego Laszczki: "Królewna Żmija", "Złote jabłka", "Tęskna dusza" - przypominają, że hybrydyczny świat wyobraźni jest treścią kultury. Zwierzęta Laszczki znajdują się między baśnią, demonologią, ornamentem i rzeźbiarskim studium natury. Królewna Żmija jest jednocześnie kobietą, wężem i postacią heraldyczną. Jej ciało nie poddaje się jednoznacznemu rozpoznaniu, tak jak istoty z opowieści ludowych, które mogły zmieniać postać, przekraczać granicę pomiędzy człowiekiem i zwierzęciem oraz przenosić wiadomości z innego porządku.
Podobna niestabilność pojawia się w pracach Małgorzaty Mycek. Rogaty "Ogrodnik w tujowej fortecy" to jedna z wielu istot fantastycznych umieszczonych w przestrzeni prowincji: pola, ogrodu i podmiejskiego żywopłotu. To nie są zjawy z odległej mitologii, lecz mieszkańcy świata bliskiego i codziennego. Wampir powstaje z grobu pośród roślin i zwierząt, czarownica niesie naręcze ziół, a widmo trzyma kury jak domowe duchy pomocnicze. Czy któraś z tych postaci mogłaby dostać mandat za złe parkowanie?
W twórczości Agnieszki Brzeżańskiej granica między obrazem a narzędziem rytualnym zostaje świadomie zatarta. Jej astrologiczne portrety Georgii O'Keeffe, Emmy Kunz i Emily Carr nie powstały na podstawie wyglądu modelek, lecz ich kosmogramów. Portret nie przedstawia więc twarzy, ale układ planet w chwili narodzin — kosmiczny zapis jednostki, w którym biografia zostaje powiązana z ruchem ciał niebieskich. Formy przypominają zarazem diagramy uzdrawiające Emmy Kunz, systemy astronomiczne, organiczne wnętrza i mandale. Brzeżańska traktuje abstrakcję jako praktyczne narzędzie oddziaływania. Jej sigile odwołują się do tradycji znaków, w których zakodowana treść ma działać właśnie wtedy, gdy przestaje być świadomie odczytywana. Przedmiot artystyczny, taki jak portret astrologiczny czy zionący aromatycznymi oparami "Smok" może się stać naczyniem,
talizmanem, aparatem uzdrawiającym albo pośrednikiem pomiędzy świadomością i tym, co zostało z niej wyparte.
"Koziorożec" Karola Radziszewskiego przywołuje postać, która wymyka się podziałom na ludzkie i zwierzęce, męskie i kobiece, współczesne i archaiczne. Rogata postać z obrazu artysty jest zarówno figurą queerową jak i mieszkańcem mitologii, której nie można zamknąć w jednej tradycji. U Radziszewskiego przeszłość nie jest martwym archiwum. Powraca jako fantazmat zdolny do ustanawiania innych genealogii i innych form podmiotowości. Cała sztuka sprzeciwia się odruchowi dookreślania.
"Syrena z twardą ręką" Olgi Mokrzyckiej wnosi natomiast język geometrii, konstrukcji i niemal technicznego rysunku. Jednak z uporządkowanych, białych brył wyłania się tytułowa syrena - istota należąca do mitu i miejskiej heraldyki. Racjonalna forma nie eliminuje fantastycznej treści. Przeciwnie, staje się dla niej aparatem materializacji. To jeden z najważniejszych gestów wystawy: sen nie zawsze wygląda jak mgła, chaos i rozpuszczenie kształtów. Może posługiwać się precyzją, symetrią i obliczeniem.
Nasza wystawa nie proponuje powrotu do świata sprzed nauki ani prostego rehabilitowania przesądów. Pyta raczej, co znika z naszego życia, kiedy uznajemy racjonalność za jego jedyny prawomocny sposób istnienia. Magia, astrologia i sen nie muszą być traktowane jako konkurencyjne teorie fizyczne. Mogą być sposobami przeżywania niepewności, żałoby, cielesności, więzi ze zwierzętami, roślinami i zmarłymi. Mogą też ujawniać potrzeby, dla których instytucjonalny język nowoczesności nie znajduje miejsca. Jawa i sen nie tworzą dwóch szczelnie oddzielonych światów. Sen pozostawia na jawie osad, a racjonalny porządek nieustannie produkuje własne fantazmaty. W procedurach działają lęki, w politycznych kalkulacjach - mity, w medycynie - zaklęcia, w technice - marzenia utopijne.
Wystawa „Co się tyczy ciał astralnych” pokazuje tę strefę przenikania: chwilę, w której patrzymy otwartymi oczami, a widzimy obrazy ze snu.