BWA Warszawa
BWA Warszawa
Sławomir Pawszak "Amalgamat"
01.10.2020 - 28.11.2020
W czarodziejską burzę włożę własną duszę*
29.05.2020 - 31.07.2020
Mateusz Sarzyński & Konrad Żukowski „Światowstręt”
14.02.2020 - 28.03.2020
Márton Nemes & Małgorzata Szymankiewicz "Falling Out of Rhythm"
29.11.2019 - 08.02.2020
WGW 2019: BOWNIK "Kolory straconego czasu"
20.09.2019 - 23.11.2019
"Boli mnie, gdy się śmieję"
05.07.2019 - 11.09.2019
Martyna Czech, Leszek Knaflewski "Nic nas nie łączy"
25.05.2019 - 30.06.2019
FOAF 2019: BWA Warszawa hosting Gianni Manhattan (Vienna) + Kristina Kite (LA)
06.04.2019 - 11.05.2019
Witek Orski "Wolałbym o tym nie mówić"
14.02.2019 - 30.03.2019
Między Zbawieniem a Konstytucją
11.11.2018 - 05.01.2019
WGW 2018: Agnieszka Brzeżańska, Jan Dobkowski, Zuza Krajewska "Boginie"
21.09.2018 - 27.10.2018
Jadwiga Sawicka "Odruchy protestu"
23.06.2018 - 31.07.2018
Ewa Ciepielewska "Zwierzęta wsparcia emocjonalnego"
12.05.2018 - 16.06.2018
FOAF: Jiří Thýn, Piotr Makowski, Witek Orski, "Linia"
07.04.2018 - 28.04.2018
Adam Adach "Demos i demony"
03.03.2018 - 04.04.2018
Agnieszka Kalinowska "Ciężka woda"
27.01.2018 - 28.02.2018
WGW 2017: Yann Gerstberger, Sławomir Pawszak, Hanna Rechowicz "Cudowne i pożyteczne"
22.09.2017 - 25.11.2017
WGW2017: WYKWITEX
22.09.2017 - 24.09.2017
"Living in a Material World" Paweł Dudziak, Adrian Kolerski, Michał Sroka, Eliasz Styrna, Katarzyna Szymkiewicz
02.09.2017 - 16.09.2017
Małgorzata Szymankiewicz "Rozciąganie pojęć"
27.05.2017 - 29.07.2017
Ruben Montini "One Person Protest"
27.05.2017 - 27.05.2017
Wielka 19
04.03.2017 - 06.05.2017
DYNAMIKA POGORSZEŃ
28.01.2017 - 25.02.2017
Witek Orski & Maria Toboła "Wirujący seks"
17.12.2016 - 14.01.2017
WGW 2016: Karol Radziszewski "Ali"
23.09.2016 - 19.11.2016
Małe formy rzeźbiarskie
19.06.2016 - 10.09.2016
Sławomir Pawszak "Gorąc"
12.03.2016 - 28.05.2016
Krzysztof Maniak "Przypomina mi się śnieg"
06.02.2016 - 05.03.2016
Lada Nakonechna, Zhanna Kadyrova "Eksperymenty"
05.12.2015 - 30.01.2016
WGW 2015: Ewa Axelrad "Minimalne, Konieczne, Obiektywnie Umiarkowane"
25.09.2015 - 21.11.2015
Małgorzata Szymankiewicz "Postprodukcja"
26.06.2015 - 12.09.2015
Joanna Janiak, Piotr C. Kowalski "Z natury rzeczy"
25.04.2015 - 13.06.2015
Iza Tarasewicz "Logistyka odzysku"
14.02.2015 - 19.04.2015
Karol Radziszewski "W cieniu płomienia"
29.11.2014 - 04.02.2015
WGW: Olga Mokrzycka-Grospierre, Nicolas Grospierre "Szkiełko w oku"
26.09.2014 - 22.11.2014
Jadwiga Sawicka "Fragmenty opowiadania"
24.05.2014 - 24.07.2014
Jakub Woynarowski "Saturnia Regna"
15.03.2014 - 17.05.2014
Sławomir Pawszak „Cannabis, whisky, ananas”
11.01.2014 - 08.03.2014
The Gardens. Laura Kaminskaite, Augustas Serapinas
23.11.2013 - 19.12.2013
Agnieszka Kalinowska "Ściana wschodnia"
27.09.2013 - 16.11.2013
Zuza Krajewska "Przesilenie"
29.06.2013 - 14.09.2013
WITHERED, Galeria Kisterem, Budapeszt
21.06.2013 - 15.08.2013
LITTLE WARSAW "Enter"
25.04.2013 - 21.06.2013
"Warszawa. Nazajutrz...." Galeria Vartai, Wilno
11.04.2013 - 11.05.2013
Samoorganizacja, część 2: New Roman
23.03.2013 - 20.04.2013
Ewa Axelrad "Warm Leatherette" BWA Warszawa
26.01.2013 - 20.03.2013
Samoorganizacja, część 1: Pewność
05.01.2013 - 19.01.2013
Ziemilski / Marriott / Koniec świata
21.12.2012 - 21.12.2012
Kama Sokolnicka "Zardzewiałe elementy naszego ogrodu"
28.09.2012 - 30.11.2012
"ALPHAVILLE" Griffin Artspace, Warszawa
28.09.2012 - 30.12.2012
Krystian TRUTH Czaplicki "The Changeling"
21.07.2012 - 09.08.2012
Adam Adach "Reprezentacja"
21.04.2012 - 07.07.2012
Małgorzata Szymankiewicz, Przemek Dzienis "Sub pop"
25.02.2012 - 14.04.2012
Nicolas Grospierre "Bank"
03.12.2011 - 11.02.2012
Tribute To Fangor
05.11.2011 - 20.11.2011
"Nowy porządek", Art Stations, Poznań
29.09.2011 - 09.02.2012
Wojtek Ziemilski "Nowy porządek" performance
23.09.2011 - 24.09.2011
Agnieszka Kalinowska „Wygasłe neony”
10.09.2011 - 30.10.2011
Jarosław Fliciński "Tego nikt do końca nie wie"
25.06.2011 - 28.08.2011
OTWARCIE "Plądrujemy ruiny rzeczywistości"
07.05.2011 - 11.06.2011

artyści
wystawyBWA Warszawa
wydarzenia
Targi
o nas

english version
Ewa Axelrad "Warm Leatherette"
Tomasz Plata "Katastronauci"

To może być ryzykowna decyzja: przeczytać prace młodej polskiej artystki przez pryzmat twórczości niezbyt u nas szanowanego, nieżyjącego angielskiego pisarza. Po pierwsze, ów wybór może sugerować, że u Ewy Axelrad znajdziemy wyłącznie nawiązania do J.G. Ballarda, że jej sztuka w podobnych nawiązaniach się wyczerpuje. A przecież nic bardziej mylnego. Axelrad jest młoda (rocznik 1984), jednak jej dokonania już wydają się bogate, wielowymiarowe. Po drugie, to może być tłumaczenie nieznanego przez nieznane. Ballarda przecież właściwie w Polsce nie znamy. Jego najważniejsze książki zostały co prawda przetłumaczone, lecz nigdy nie weszły głębiej w nasz kulturowy obieg (wyjątkiem było bodaj tylko dość nietypowe dla autora „Imperium Słońca”, które popularność zawdzięczało przede wszystkim ekranizacji Stevena Spielberga). Ale może w tych niedogodnościach kryje się jakaś szansa? Może wychodząc im naprzeciw, nie tylko otworzymy, zrozu-miemy Axelrad przez Ballarda, ale także Ballarda przez Axelrad?
To, że Ballard nie zaciekawił polskiej publiczności, musi zastanawiać. Miał wszelkie ku temu atuty. Na Zachodzie był czytany i na uniwersytetach, i w garderobach gwiazd alternatywnego rocka. Dość powiedzieć, że tytuł jednej z najsłynniejszych piosenek Joy Division to cytat z Ballardowskiego opowiadania „Atrocity Exhibi-tion”. A czytali Ballarda także członkowie Roxy Music, The Clash, The Normal i Throbbing Gristle, chwilę później – Manic Street Preachers i Suede. Do tej fascynacji dołączyło środowisko artystyczne. Gdy w 2009 roku pisarz zmarł, londyński oddział galerii Larry’ego Gagosiana przygotował tribute show z udziałem najwięk-szych, m.in. Eda Ruschy, Tacity Dean, Douglasa Gordona, Damiena Hirsta, Carstena Höllera, Jeffa Koonsa, Paula McCarthy’ego, Jenny Saville, Rachel Whiteread. Nie wszyscy z nich bezpośrednio inspirowali się Ballardem, lecz u wszystkich można było dostrzec ślady jego wizji. Równocześnie w obiegu akademickim uznano Bal-larda za twórcę wzorcowych dystopii drugiej połowy XX wieku, ogniwo pośrednie między Orwellem a Baudrillardem.
Dlaczego zatem u nas pozostał Ballard postacią niemal anonimową? Oczywiście na pewnym poziomie nie powinniśmy się dziwić. Ulubiony, najbardziej charakterystyczny temat Ballarda to krach rewolucji przemysłowej. W powieściach Anglika skomplikowany system autostrad, fabryk, drapaczy chmur przeobraża się na powrót w coś na kształt dżungli. Na luksusowym osiedlu wybucha rewolucja. Mężczyzna uwięziony w zamkniętej przestrzeni między wiaduktami i drogami szybkiego ruchu zaczyna żyć niczym człowiek pierwotny. Technologia łączy się z najniższym instynktami, ideologia postępu upada. W tym wymiarze Ballard dokumentuje kres modernizmu – tego modernizmu, który z postępu uczynił swoją naczelną zasadę. Warto zwrócić uwagę na zbieżności czasowe: najważniejsze, przełomowe książki Ballarda ukazują się w latach 1973-75, po kolei „Kraksa”, „Wyspa”, „Wieżowiec”. Nie trudno skojarzyć ten fakt z innym, tylko odrobinę wcześniejszym: 15 listopada 1972 roku w St. Louis w stanie Missouri wyburzona zostaje cała dzielnica Pruitt-Igoe – kompleks modernistycznych budynków zaprojektowany przez Minoru Yamasaki. Jak chcą niektórzy, właśnie wówczas umiera modernizm, a rodzi się postmodernizm. Czy pamiętając o tym wszystkim, powinniśmy się dziwić, że Ballarda w Polsce nie czytano, a przynajmniej nie czytano z uwagą? Przecież w połowie lat 70. byliśmy jak najdalsi od porzucenia modernistycznych utopii. Dopiero budowaliśmy swoje szczątkowe autostrady, nie mieliśmy jeszcze dość śmiałości, by dostrzec w nich „świeżo wybudowane ruiny”.
Tylko dlaczego nie czytamy Ballarda również dziś? Czy dlatego, że stwierdzenie, iż żyjemy w ruinach modernizmu, iż modernizm to nasz antyk, stało się niemal banałem, powtarzanym do znudzenia kawiarnianym bon motem? Ballard niegdyś był dla nas zbyt futurystyczny, a teraz wydaje się archaiczny? Ale przecież można czytać Ballarda nieco inaczej, w opisywanej przez niego śmierci modernizmu odnaleźć coś jeszcze.
Weźmy wątek apokaliptyczny – dla Ballarda zasadniczy, obecny nawet w jego prozie autobiograficznej. W okolicach zapowiedzianego przez Majów końca świata oraz w samym centrum apokalipsy finansowej obrazy Ballarda muszą uwodzić. I uwodzą. Dowodem choćby ostatnie cykle Zbigniewa Libery: „Ludzie wychodzący z miast” i „Nowe historie”. Są Ballardowskie w sensie ścisłym: pokazują moment, w którym technologiczna cywilizacja osuwa się w dzicz. Zbliżone wątki eksplorują też inni. Z motywem końca, upadku, apokalipsy grają Hubert Czerepok czy Konrad Smoleński. Członkowie współtworzonej przez Smoleńskiego formacji BNNT podczas dźwiękowo-terrorystycznych ataków na centra miast wyglądają jak ożywieni bohaterowie fotomontaży Libery – członkowie tajemniczej sekty, którzy za pomocą technologii, wielkich systemów nagłośnieniowych konfrontują publiczność z podstawowymi doświadczeniami cielesnymi. To potwierdza żywotność, aktu-alność Ballardowskich wyobrażeń. Kłopot w tym, że podobne projekty mają w sobie coś nachalnie naiwnego. Ich autorzy wyczekują apokalipsy niczym zbawienia. Apokalipsa okazuje się u nich zdarzeniem granicznym, lecz nie ostatecznym. Wciąż daje szansę na oczyszczenie. Zwłaszcza Libera podpowiada: bawmy się na ruinach, a zostaniemy uratowani. Jego prace okazują się w efekcie dość pogodną interpretacją obecnego kryzysu. Mówiąc dobitnie: zagłada przeobraża się u Libery w karnawał.
Niczego podobnego nie znajdziemy u Ewy Axelrad. U niej Ballardowska katastrofa ma inny wymiar. Nie kojarzy się z apokalipsą, a już na pewno nie ze świętem, które dzięki apokalipsie mamy przeżyć. To raczej jeden z najważniejszych mechanizmów napędzających rzeczywistość. Właśnie z tego względu domaga się starannej analizy, spokojnego opisu. Katastrofą jest u Axelrad zarówno nasza technologia, nasza polityka, jak i nasza biologia.
Axelrad idzie za przykładem Ballarda, ale również Paula Virilio. To francuski filozof usiłował po zamachach 11 września 2001 roku wprowadzić refleksję na temat katastrofy w pole sztuki. Jego paryskiej wystawie „Ce qui arrive/Unknown Quantity” towarzyszył esej (w Polsce opublikowany w książce „Wypadek pierworodny”), który postulował powołanie Muzeum Wypadków. Wypadki trzeba zacząć dokumentować, archiwizować, wyciągać z nich wnioski, bo wypadek nie jest dziś odstępstwem od normy, ale normą właśnie, naczelną cywilizacyjną zasadą – pisał Virilio. I dodawał: to finał rewolucji przemysłowej, która „wynalazła wypadek”. „Wynaleźć żaglowiec albo parowiec to wynaleźć zatonięcie statku. Wynaleźć pociąg to wynaleźć katastrofę kolejową, wykolejenie pociągu”. Być może doświadczeniem ważniejszym niż upadek WTC (w końcu nie wypadek, ale konsekwencja zamachu terrorystycznego) był w tym procesie wcześniejszy Czernobyl, kiedy – używając języka Virilio – wynaleziono katastrofę jądrową. To wówczas okazało się ostatecznie, że produkty uboczne cywilizacyjnego postępu zagrażają samej cywilizacji. A może raczej: że to, co cywilizacji zagraża, co ją podważa, niweczy, zarazem ją ustanawia, powołuje do życia. Doskonale to widać w świecie polityki – zachodnia nowoczesność polityczna została przecież zainaugurowana przez katastrofę, przez gest radykalnego, rewolucyjnego zerwania z przeszłością.
Właśnie takie wątki skupiają uwagę Axelrad. Katastrofa przeobraża się u niej w fenomen do zapisania, zarchiwizowania, włączenia do muzealnej kolekcji. W ramach projektu „Vk/Warm Leatherette” artystka pokazuje m.in. odkształconą barierę z pobocza autostrady, sfotografowane pogięte karoserie samochodów, rysunek, na którym widziane z lotu ptaka wykolejone wagony pociągu tworzą niemal geometryczny układ. Te prace mają uświadomić nam energię wypadku, jego nisz-czącą moc. Zarazem dokumentują katastrofę z chirurgiczną precyzją, na chłodno, beznamiętnie. Ten zapis zostaje nam przedstawiony do oglądu niczym zamknięte w gablotach owady na szpilkach. Nic w tym wywrotowego, nic transgresywnego.
Ekscesem nie jest też formułowana przez Axelrad sugestia podpowiadająca związek wypadku z naszą cielesnością. To kolejne miejsce, w którym artystka zaciąga dług u Ballarda. Przypomnijmy sobie „Kraksę”: bohaterowie wywołują, aranżują wypadki samochodowe, bo przynosi im to satysfakcję seksualną. W efekcie, po kolejnych kolizjach, gdy poruszają się już o kulach, po licznych operacjach, sami zaczynają przypominać maszyny. Ballard zmierza do dobitnego wniosku: skojarze-nia sfer seksu i technologii. Dlatego seks traci u niego swój potencjał wyzwalający, przekroczeniowy. Znamienne, że ekranizacja „Kraksy” w reżyserii Davida Cronenberga w połowie lat 90. nie wywołała w Polsce obyczajowego skandalu, mimo usilnych prób wpisania jej wtedy w retorykę „przekraczania granic w sztuce”. Seks u Ballarda i Cronenberga jest wychłodzony, urzeczowiony, nie ma więc mocy prowokacji, nie budzi emocji. Jest procedurą, techniką, a nie przeżyciem. Axelrad odwołuje się do podobnych wyobrażeń, gdy wygięty, zniszczony fotel samochodowy obija różowy skaj i przekształca w wielką waginę.
A zatem wypadek jako zdarzenie z samego centrum systemu, a nie jego wywrotowa opozycja… Zgoda na taką myśl ma swoje konsekwencje, musi wpłynąć choćby na nasze rozumienie zadań i możliwości sztuki (odłóżmy na bok dwuznaczne nadzieje, że sztuka niczym katastrofa podważy zastany porządek, sprowokuje apokalipsę, zapomnijmy o buntowniczych aspiracjach twórców, zobaczmy w nich nie krytyków, lecz współuczestników i starannych dokumentalistów status quo). Niektórzy uznają to za niegodność, krzyżowa interpretacja dzieł Ballarda i Axelrad przekonuje jednak o korzyściach.
Oboje, Ballard i Axelrad, zasługują na miano katastronautów. To pojęcie Jona McKenziego, jednego z najważniejszych teoretyków nowej akademickiej dyscypliny – performatyki. W swej przełomowej książce „Performuj albo…” McKenzie wielokrotnie powraca do obrazu bodaj najbardziej spektakularnej technologicznej kata-strofy w dziejach: eksplozji promu kosmicznego Challenger w 1986 roku. Obraz ów staje się dla Amerykanina rodzajem metafory ukazującej charakterystyczne dla współczesności powiązanie dwóch – wydawałoby się przeciwstawnych – sfer: wypadku i wiedzy, ekscesu i systemu, eksperymentu i normalizacji. Katastronautami nazywa McKenzie tych, którzy swobodnie podróżują ponad granicami takich dwóch wyraźnie zdefiniowanych obozów, potrafią w swym myśleniu wyjść poza układ prostych binarnych opozycji. A w ostatecznym rozrachunku – funkcjonując w kulturze, nie popadają w naiwność.



Powrót